Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

do kasy suma: 0,00 zł

Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

Dobre zwyczaje, czyli jak dbać o włosy w zgodzie z ich naturą i potrzebami
Dobre zwyczaje, czyli jak dbać o włosy w zgodzie z ich naturą i potrzebami

Mówi się, że synonimem młodości i prawdziwego kobiecego piękna jest zadbana, wypoczęta, pełna młodzieńczego blasku skóra. I jest w tym wiele prawdy: każda z nas na co dzień na różne sposoby zabiega o to, by móc cieszyć się nią jak najdłużej.

Ale gdyby ktoś nas zapytał, bez czego nie wyobrażamy sobie dbania o siebie i do jakiej części własnego wizerunku jesteśmy przywiązane najbardziej, wiele z nas bez wahania wskazałoby włosy!

Niezależnie od tego, czy jesteśmy posiadaczkami godnej pozazdroszczenia burzy loków, czy raczej pozostajemy wierne radykalnym, krótkim cięciom, o włosy powinnyśmy dbać przez cały rok. Po lecie będą one wymagały szczególnej opieki, bo nawet jeśli chroniłyśmy je przed słońcem i solą morską, wysokie temperatury, inny niż na co dzień stopień wilgotności i ich zmieniające się potrzeby pielęgnacyjne, którym na wyjazdach nie zawsze jesteśmy w stanie od ręki sprostać, mogły znacząco osłabić ich kondycję.

To dlatego u progu jesieni, w trosce o ich zdrowie i blask, warto wziąć pod lupę swoje zwyczaje i zastanowić się, które z nich faktycznie sprzyjają kondycji włosów, a które warto zmodyfikować. Gra warta jest świeczki i wcale nie wymaga od nas wiele!

Pamiętajmy, że włosy to nie tylko ozdoba, ale także wizytówka zdrowia naszego organizmu, z której można czytać, jak z otwartej księgi. Ich dobra kondycja i potencjał do bycia naszą największą ozdobą, leżą w naszych rękach!

 

Poznaj swoje włosy

 

Zanim zdecydujemy, po jakie produkty do pielęgnacji i stylizacji chcemy sięgnąć, zastanówmy się, jakie mamy włosy pod kątem ich porowatości. Do wyboru są trzy opcje: mogą one być średnio-, nisko- lub wysokoporowate. Dlaczego to ważne, by określić tę ich właściwość? Mówi nam ona o stopniu odchylenia łuski od trzonu włosa, a ta cecha jest częściowo uwarunkowana genetycznie, a częściowo jest pochodną tego, jak dbamy o włosy. A skoro tak, oznacza to, że w dużej mierze możemy na nią wpływać i w efekcie poprawiać ich jakość.

Jak to zrobić z głową, by włosy miały z tego jak największą korzyść? Codzienne zabiegi, którym poddajemy włosy, takie jak mycie, suszenie, kondycjonowanie czy stylizacja, mogą nie tylko wpływać – korzystnie bądź niekorzystnie – na ich kondycję, ale też powodować zmiany w całej ich strukturze. Różny stopień odchylenia łuski od trzonu będzie determinował stopień oddziaływania substancji aktywnych zawartych w kosmetykach, które w zależności od wielkości cząsteczki w różnym stopniu będą penetrowały w głąb struktury włosa lub operowały bardziej na jego powierzchni.

Skąd wiedzieć, jakiej porowatości są nasze włosy? Wcale nie trzeba nam do tego mikroskopu, wystarczy uważna obserwacja. Włosy niskoporowate mają blisko przylegające do siebie łuski. To sprawia, że substancje odżywcze zawarte w kosmetykach pielęgnacyjnych raczej osiadają na ich powierzchni, aniżeli wnikają do wewnątrz. Łatwo je obciążyć, dlatego sprzyja im raczej oszczędna pielęgnacja skomponowana z substancji o małych rozmiarach cząsteczki, takich jak np. olej babassu, kokosowy oraz niektóre aminokwasy.

Jakie są włosy niskoporowate? Z natury gładkie, błyszczące i pełne blasku, są odporne na uszkodzenia, ale także na… stylizację – uformowane na kształt fal czy loków szybko wracają do formy sprzed zabiegu. Do tego trzeba uważać, by nie przesadzić z pielęgnacją: nadmiar kosmetyków może je obciążyć i sprawić, że „oklapną”.

 

Z kolei włosy wysokoporowate to te, których łuski mocno odstają od kory włosa i są względem siebie rozmieszczone dość nieregularnie. To sprawia, że są bardziej niż inne typy włosów narażone na uszkodzenia mechaniczne, niekorzystne działanie zmiennych temperatur, wysoką wilgotność powietrza oraz potencjalnie szkodliwe działanie substancji zawartych w produktach, którymi je traktujemy.

By właściwie o nie zadbać, powinnyśmy pielęgnować je substancjami o dość dużym rozmiarze cząsteczki, tak by odbudować ich naruszoną strukturę keratynową i łagodnie domknąć łuskę, obniżając w ten sposób ich porowatość. To mogą być proteiny jedwabiu, pszeniczne czy owsiane oraz wysokocząsteczkowe oleje bogate w kwasy omega-3 i omega-6, np. olej lniany, awokado czy z kiełków pszenicy. Dzięki temu włosy odzyskają blask, będą sprężyste i elastyczne.

Jak poznany, że nasze włosy są wysokoporowate? Tego nie da się przeoczyć, bo ten typ włosów ma skłonność do przesuszenia i puszenia się, a końcówki do rozdwajania i kruszenia się. Takie będą zatem włosy podatne na skręt, czyli fale i loki, które z natury są bardziej suche niż inne, ale także te, które często poddawane są zabiegom rozjaśniania czy stylizacji na ciepło.

A włosy średnioporowate? To typ spotykany najczęściej, o którym mówimy „włosy normalne”. Co ciekawe, wykazuje on cechy charakterystyczne dla obu wcześniej wspomnianych, bo może być albo obniżony przez dobrze dopasowaną, korzystną dla włosów pielęgnację albo przeciwnie, podwyższony przez agresywne zabiegi chemiczne. Takie włosy będą najczęściej lekko falowane (ale nie zupełnie gładkie, jak te niskoporowate, i nie suche, tak jak wysokoporowate) oraz łatwo poddające się stylizacji, choć mogą mieć tendencje do puszenia. Ich kondycję możemy poprawić, stosując substancje o średniej wielkości cząsteczki, np. kwasy omega-7 i omega-9, które znajdziemy w oliwie z oliwek, oleju migdałowym czy z pestek winogron albo proteiny jedwabiu czy keratynę o działaniu odżywczym.

No dobrze, a jak zadbać z pozycji stylizacji o to, by włosy były bardziej lśniące? Mamy ogromne pole do działania, bo nowoczesne, zaawansowane technologicznie kosmetyki pozwalają od ręki zapewnić im zmysłowy blask, lepszą „sypkość”, wymarzoną teksturę oraz najlepszą dla nich objętość. Czego warto szukać w składach produktów do stylizacji? Na pewno odbudowującej strukturę włosa keratyny, mocno wygładzających i nabłyszczających olejków, gliceryny i pantenolu oraz protein jedwabiu, które – tworząc na powierzchni cienką warstwę – pozwolą włosom pięknie odbijać światło. Do spółki z dobrze ułożoną pielęgnacją zapewnią nam niezrównany blask i wymarzony „gwiazdorski” look.

 

Odpowiednia ochrona przed ciepłem

 

O preparatach termoochronnych najczęściej przypominany sobie latem. I ma to sens: narażone na szkodliwe działanie promieni słonecznych pasma z ich pomocą otrzymują należytą ochronę. Ale tak naprawdę powinnyśmy sięgać po nie częściej! A dokładnie: przed każdym zabiegiem stylizacyjnym wymagającym użycia ciepła, a zatem każdorazowo, kiedy je suszymy, prostujemy lub kręcimy fale i loki z wykorzystaniem lokówki czy prostownicy. To ważne, bo ich formuły pomyślane są tak, by tworzyły na pasmach warstewkę ochronną, czyli coś na kształt izolacji, dzięki której włosy chronione są przed niekorzystnym działaniem wysokiej temperatury. Do tego mają w składzie specjalne substancje zamykające wilgoć wewnątrz pasm, co chroni je przed utratą nawilżenia, a widmo przesuszenia znika z horyzontu całkowicie. A zatem ochrona przed ciepłem jest kluczowa zawsze, bo pozwala ochronić strukturę włosa.

 

Odpowiednia temperatura wody do mycia włosów

 

A jeśli już mowa o działaniu wysokich temperatur, warto przemyśleć też kwestię mycia włosów. Najczęściej dla przyjemności fundujemy im bardzo ciepłą kąpiel, a to błąd. Włosy lubią letnią wodę, bo zbyt gorąca będzie powodować nadmiernie odchylenie łuski od łodygi, co z kolei może skutkować ucieczką cennych substancji budulcowych z wnętrza włosa. Groziłaby im wtedy nadmierna łamliwość, matowość i większa podatność na uszkodzenia.

Ciepła, ale nie gorąca woda będzie optymalna, jeśli chodzi o usuwanie zanieczyszczeń: pod jej wpływem wiązania pomiędzy cząsteczkami brudu, kurzu oraz resztek kosmetyków stylizacyjnych łatwo ulegną rozluźnieniu, co pozwoli na łagodne, ale skuteczne ich usuwanie. Dobór optymalnej temperatury wody do mycia jest też nie bez znaczenia w kontekście naturalnie występującego na skórze głowy sebum: pod wpływem ciepłej, ale nie gorącej wody jesteśmy w stanie oczyścić skórę głowy i same pasma bez pobudzania jego nadmiernej produkcji. Do tego odpowiednio ciepła woda sprawia, że rozszerzają się naczynia krwionośne, a w konsekwencji cebulki włosów są lepiej dotlenione i odżywione, bo dociera do nich więcej składników odżywczych.

Jaka technika mycia włosów będzie najlepsza? Pamiętajmy o tym, że w trakcie tego zabiegu oczyszczamy przede wszystkim skórę głowy. Włosy na długości możemy oczyścić dwojako – pianą powstałą z szamponu lub za pomocą metody CO-wash. Ta ostatnia polega na wykorzystaniu do mycia odżywki, a jej zaletą jest to, że pozwala skutecznie pozbyć się zanieczyszczeń, nie pozbawiając włosów naturalnych olejów. Dzięki temu jest lubiana szczególnie przez właścicielki włosów kręconych, bo pozwala jednym gestem zapewnić im odświeżenie i rozprawić się z nadmiernym przesuszeniem, matowością i brakiem blasku.

 

Jak „nakarmić” swoje włosy, by były silne i gładkie, czyli najlepsza dieta sprzyjająca zdrowiu włosów

 

A czy włosy możemy „nakarmić” od środka? Oczywiście! Ich kondycja w dużej mierze uzależniona będzie od tego, jak się odżywiamy. Zanim sięgniemy po suplementy diety, dopilnujmy tego, by na naszym talerzu znalazły się substancje budulcowe, które wzmocnią włosy od środka i sprawią, że dzień po dniu będą coraz bardziej gładkie, lśniące, a także pełne wigoru i blasku.

To powinny być na pewno WITAMINY Z GRUPY B, a zwłaszcza biotyna (B7) i niacyna (B3), które są niezbędne dla zdrowia włosów. Pierwsza z nich pomaga w produkcji keratyny, czyli białka, które stanowi podstawę struktury włosa, a druga pobudza krążenie krwi, co jest jednym z czynników stymulujących wzrost włosów.

Znajdziemy je przede wszystkim w czerwonym mięsie i drobiu oraz rybach, takich jak tuńczyk czy łosoś, jajkach i produktach pełnoziarnistych, które obfitują przede wszystkim w niacynę i tiaminę, czyli witaminę B1. Warto zadbać też o to, by nasze menu obfitowało w świeże warzywa i skusić się na któreś z tych liściastych szczególnie bogatych w foliany, czyli witaminę B9, np. jarmuż i szpinak. Z kolei nasiona i orzechy pomogą dostarczyć nam biotyny, a produkty mleczne – ryboflawinę, czyli witaminę B2.

W świadomej, celowanej pielęgnacji włosów za pomocą diety nie może zabraknąć także witaminy młodości, czyli WITAMINY A. Jest cenna z wielu względów: wspiera komórki skóry w produkcji sebum i reguluje aktywność gruczołów łojowych, dzięki czemu skóra głowy utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia i natłuszczenia. Jako silny antyutleniacz minimalizuje stres oksydacyjny, jakiemu poddawana jest skóra głowy i chroni ją przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.

Znajdziemy ją m.in. w warzywach bogatych w beta-karoten, czyli w dyni, batatach czy szpinaku oraz tych liściastych, np. jarmużu i sałatach. Jeśli chodzi o mięsa, tym najbogatszym w witaminę A będzie wątroba wołowa.

Podobnie jest z innym antyoksydantem, czyli WITAMINĄ C. To ważne, by dostarczać ją sobie z dietą przede wszystkim dlatego, że jest ona niezbędna do produkcji kolagenu, czyli białka kluczowego dla zdrowia włosów i skóry. To ono pozwala utrzymać właściwą ich strukturę i zapobiegać rozdwajaniu, łamliwości i uszkodzeniom.

Co ważne, witamina C jest też niezbędna dla prawidłowej absorpcji żelaza, czyli minerału, który odpowiada za prawidłowy wzrost włosów (jego niedobór jest jedną z najczęstszych przyczyn utraty włosów, szczególnie u kobiet).

Co więcej, witamina C aktywnie zapobiega siwieniu! Wszystko przez to, że neutralizuje ona wolne rodniki, które mogą uszkadzać melanocyty, czyli komórki, które produkują barwnik odpowiedzialny za kolor włosów. Uszkodzone będą go włosom dostarczać o wiele mniej, co przyspiesza pojawienie się siwizny. W menu nie żałujmy sobie owoców cytrusowych i jagodowych (nie tylko jagód, ale też truskawek oraz czerwonej i czarnej porzeczki), czerwonej i zielonej papryki oraz warzyw liściastych. Dobrze zrobią nam szczególnie szpinak, jarmuż i brukselka, czyli prawdziwe witaminowe bomby.

Nie zapomnij o pielęgnacji skalpu!

Pamiętajmy o tym, że każda z nas ma inny, charakterystyczny jedynie dla siebie, mikrobiom skóry głowy zbudowany z określonych szczepów bakterii pozostających ze sobą w równowadze. Jest on zmienny w zależności od wielu czynników: upływu czasu, naszej formy zdrowotnej i, co najważniejsze, tego, jak pielęgnujemy włosy. To bardzo dobra wiadomość, bo znaczy to, że możemy podjąć działania, by lepiej zadbać o skórę głowy, poprawiając tym samym jakość naszych włosów.

Jednym z prostych gestów o wielkiej wadze będzie masaż skóry głowy, który możemy wykonać sobie same. Jak często go robić i jak powinien wyglądać, by poza przyjemnością faktycznie przynosił włosom coś dobrego? Bardziej niż technika, która jest raczej intuicyjna, liczy się regularność jego stosowania. Wielu fryzjerów jest zdania, że powinnyśmy go robić codziennie! Jak się za to zabrać? Najłatwiej wykonać go podczas mycia lub szczotkowania. To może być lekkie, miarowe uciskanie skóry głowy w kierunku od czoła w stronę ku tyłowi i na boki, które zakończymy bardzo delikatnym, ledwie odczuwalnym pociąganiem za włosy na całej powierzchni skalpu. Brzmi zaskakująco? Warto tego spróbować, bo chodzi o to, by najpierw rozluźnić skórę głowy, a następnie zaktywizować powięź. Efekty? Mogą miło nas zaskoczyć, zwłaszcza jeśli towarzyszą im wcześniej wspomniane pielęgnacyjne gesty: napięcie w obszarze głowy i karku zostaje przyjemnie zredukowane, a przepływ krwi zaktywizowany, dzięki czemu cebulki włosowe dostają solidną porcję składników odżywczych. To pozwala im rozprawić się z problemem łamliwości i osłabienia włosów oraz zniwelować puszenie się, a my – podarowując sobie taki masaż – dajemy sobie najlepszy możliwy prezent: chwilę zatrzymania i moment czułości sam na sam ze sobą. Skóra głowy i włosy pięknie się za to odwdzięczą! Zresztą nie tylko one – szybko się przekonamy, że tak jak masaż potrafi łagodzić rysy i przywracać uśmiech, a to sprawia, że od ręki odejmuje nam kilka lat.

Całej procedury reaktywacji skóry skalpu, a tym samym błyskawicznej poprawy kondycji samych pasm dopełni rytuał z wcierką w roli głównej. Pobudzona masażem skóra chętnie przyjmie dodatkową porcję witamin i aminokwasów. Jakich składników wypatrywać w składzie? Włosy cienkie i osłabione po lecie docenią bukiet składników aktywnych złożony z biotyny, ekstraktu z żeń-szenia, skrzypu polnego, czarnej rzepy i kozieradki, które hamują wypadanie i podbudzą nowe włosy do wzrostu. Z kolei, jeśli walczymy z szorstkimi, matowymi, niesfornymi pasmami, powinnyśmy spróbować dobroczynnego działania olejowania. Możemy przetestować je dwojako: sięgając po czyste oleje lub ich mieszanki z dodatkiem, np. oleju kokosowego, z kamelii albo róży lub – jeśli preferujemy lżejsze formuły – wybierać kosmetyki nimi wzbogacone. Zarówno jedna, jak i druga metoda przyniosą ogromne korzyści dla włosów.

Dbając o włosy, musimy pamiętać o jednej ważnej sprawie: ich dobra kondycja manifestująca się gładkością, przyciągającym oko blaskiem i zdrowiem ich końcówek, to nie tylko kwestia odpowiedniej ich stylizacji.

Taki efekt, który będzie trwały i który faktycznie pozwoli nam się cieszyć bujną, pięknie prezentującą się czupryną niezależnie od tego, czy regularnie farbujemy włosy lub poddajemy je innym inwazyjnym zabiegom, możemy uzyskać tylko wtedy, gdy zadbamy o nie na kilku frontach. To wypadkowa najlepszej możliwej pielęgnacji, odpowiedniej diety oraz dobrego planu naprawczego angażującego cały organizm. Ten najskuteczniejszy będzie obejmował także odpowiednio długi sen i – jak tylko to możliwe – redukcję stresu, który także ma na kondycję włosów negatywny wpływ. Tak wiele jest w naszych rękach!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium