Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

do kasy suma: 0,00 zł

Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

Czułe pożegnanie
Czułe pożegnanie

Śmierć bliskiej osoby jest na wskroś trudnym doświadczeniem, a smutek, który nam wtedy towarzyszy, potrafi na wiele tygodni czy nawet miesięcy zawładnąć naszym umysłem i ciałem. O tym, jak poradzić sobie w tym niezwykle trudnym czasie, mówi Nina Harbuz, psychoterapeutka pracująca między innymi z osobami doświadczającymi żałoby i straty.

Marta Agata Bieniak

 

Marta: Nie bardzo mamy „język”, aby rozmawiać o śmierci. Dlaczego unikamy dosłowności – wolimy powiedzieć, że ktoś odszedł, zamiast użyć słowa umarł. Boimy się mówić o śmierci?

Nina: Rzeczywiście jest tak, że na mówienie o śmierci brakuje nam języka. Nie jesteśmy oswojeni z tym tematem. Dawniej, w małych miejscowościach czy na wsiach, umieranie było doświadczeniem wspólnotowym. Ktoś po śmierci członka rodziny zawiadamiał księdza, ktoś inny zamawiał trumnę, ludzie razem czuwali przy ciele zmarłej osoby, kobiety gotowały jedzenie na stypę. Było się w tym razem, a to „razem” dodaje otuchy, zmniejsza poczucie osamotnienia. Dziś, szczególnie w dużych aglomeracjach, umiera się za szpitalnymi parawanami, ciało do pochówku przygotowują wyspecjalizowane firmy pogrzebowe. Śmierć przestała być częścią naszego życia, przez co mniej o niej rozmawiamy.

Nie rozmawiamy w gronie dorosłych, a jeszcze trudniej rozmawiać o niej z dziećmi.

Rozmawianie z dziećmi o śmierci konfrontuje nas z naszą bezradnością i lękiem. Boimy się, że nie będziemy wiedzieli, jak odpowiedzieć na pytania, obawiamy się, że powiemy za dużo, że to będzie dla dziecka zbyt trudne, a być może to dla nas samych jest niełatwy temat. Bywa, że wolimy powiedzieć, że babcia czy dziadek odeszli, usnęli, niż zgodnie z rzeczywistością, że umarli. A przecież, jak ktoś odchodzi, to wraca, gdy ktoś zasypia, to zwykle się budzi. Paradoksalnie więc te odpowiedzi nie wprost zostawiają uchylone drzwi do kolejnych pytań i nadziei na dalsze spotkania z osobą, której fizycznie już nie ma w naszym życiu.

Jak w takim razie rozmawiać z dziećmi o śmierci?

Przede wszystkim – adekwatnie do wieku. I do potrzeb, czyli zaciekawienia dziecka. Czasem wystarczą bardzo proste informacje. Kiedy umiera pies i dziecko pyta, co się stało, można powiedzieć, że pies był bardzo chory i umarł. Taka odpowiedź może rodzić kolejne pytanie o to, dlaczego umarł lub czy nie można było go uratować. Można odpowiedzieć, zgodnie z prawdą, i dodać, że piesek już nie cierpi, że był spokojny, że nic go nie bolało. Czasem tyle wystarczy.

Czyli odpowiadać jedynie na te pytania, które padną? A może próbować tłumaczyć, aby nie zostawić niedopowiedzeń?

Nic na siłę. Jeżeli ze strony dziecka nie ma kolejnych pytań, można jedynie dopytać, czy o coś jeszcze chciałoby zapytać, czy czegoś jest ciekawe, a także zapewnić, że gdyby jednak potrzebowało porozmawiać, to możemy wrócić do tematu. Zróbmy też przestrzeń na uczucia dziecka, które się w związku z tą sytuacją pojawią – na tęsknotę, na smutek, na złość.

Nasze dorosłe uczucia są równie ważne. Jak w takim razie poradzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby?

Nie ma jednej recepty, bo każdy z nas może potrzebować czegoś innego w tej drodze. Z żałobą jest trochę jak z odciskami palców – każdy z nas ma linie papilarne, ale nie ma dwóch takich samych. Podobnie myślę o żałobie – choć pojawiają się zbliżone uczucia, to sposoby, w jakie doświadczamy uczuć czy sobie z nimi radzimy, są bardzo indywidualne. Żałoba jest indywidualnym doświadczeniem, bardzo osobistym.

Czy w ogóle można przygotować się na śmierć bliskiej osoby, która umiera w szpitalu lub w hospicjum? Czy są jakieś psychologiczne triki na to, żeby było nam zwyczajnie łatwiej?

Miewamy myśli, że chcielibyśmy się na wszystko przygotować, aby uchronić się od poczucia bezradności czy od doświadczenia straty. Można fantazjować, że jak się tak dobrze przygotujemy, to pewne nieprzyjemne uczucia nas ominą. Jednak nawet jeżeli na poziomie intelektualnym wiemy, że kres życia ważnej dla nas osoby nadejdzie i że jest on bliski, to kiedy ostatecznie to się wydarza, doświadczamy pewnego rodzaju zaskoczenia. Na śmierć bliskiego człowieka nie da się całkowicie przygotować, tak, żeby nie przeżywać trudnych emocji. To zresztą byłoby niewskazane. Żałoba jest naturalną reakcją na doświadczenie straty. I ona musi mieć czas na to, żeby wybrzmieć.

Niekiedy wieloletnie umieranie bliskiej osoby może być niezwykle trudnym przeżyciem dla całej rodziny. Mogą pojawić się myśli, których nie chcemy czuć – niech już umrze, niech to już się skończy.

Takie myśli mogą się pojawić, szczególnie w sytuacji, gdy ktoś bardzo długo i ciężko chorował. Proszę pamiętać, że diagnoza nie dotyczy tylko pacjenta, a całego systemu rodzinnego, w związku z czym dotyka wszystkich jej członków. Dlatego można czuć jednocześnie współczucie dla chorej osoby i być przeciążonym, zmęczonym opiekowaniem się i emocjonalnym towarzyszeniem. To zrozumiałe, że w takiej sytuacji można chcieć odetchnąć. Jedno nie wyklucza drugiego.

Co się może z nami dziać w żałobie?

Jak już wspomniałam, to jest zawsze bardzo indywidualne doświadczenie. To, co może się pojawiać w reakcji na żałobę, to smutek, rozpacz, ale też złość, że ktoś umarł. Pojawić się może uczucie ulgi, że ktoś już nie cierpi, ale także, że dla nas samych kończy się czas towarzyszenia, który mógł być obciążeniem emocjonalnym, czasowym, finansowym. Może pojawić się uczucie bezradności. Często zadajemy sobie pytanie, czy zrobiliśmy wszystko, co było można. Niekiedy uciekanie myślami w fantazjowanie o tym pełni taką funkcję, aby nie mierzyć się z własnymi uczuciami. Dopóki się zastanawiamy, czy coś jeszcze można było zrobić, jesteśmy w działaniu. A często działanie oddala nas od przeżywania uczuć, tego, co w naszym wnętrzu.

Jak w takim razie powinna wyglądać taka książkowa żałoba. Często słyszymy o postępujących po sobie etapach żałoby.

Coraz częściej się od nich odchodzi, bo zobaczono, że to nie wspiera i nie do końca służy. Kiedy osoby w żałobie zaczynają odkrywać, że nie podążają zgodnie z opisanymi etapami, zaczynają mieć poczucie, że coś z nimi jest nie tak, że niewłaściwie przeżywają żałobę.

Twórczynią etapów żałoby była Elisabeth Kübler-Ross, psychiatrka pracująca z pacjentami terminalnie chorymi. Obserwując ich sposoby żegnania się z życiem, stworzyła pięć etapów, przez które przechodzą ludzie śmiertelnie chorzy i umierający. Zauważyła, że są one podobne do doświadczenia osób będących w żałobie po śmierci kogoś bliskiego. Z czasem jednak sama Kübler-Ross zdystansowała się od tego ustrukturyzowanego porządku. Żałoba trochę przypomina bieganie po schodach w tę i z powrotem – trzy schodki w górę, dwa w dół, cztery w dół i znowu jeden w górę. Tak jest szczególnie w pierwszym roku, kiedy doświadcza się pierwszych razów bez zmarłej osoby – rocznic, świąt, a to porusza i przywołuje wspomnienia. Trzeba się zmierzyć z nowym pejzażem bez tej ukochanej, ważnej osoby, a to bywa bardzo trudne.

Trzeba mieć nadzieję, że z czasem będzie łatwiej.

Myśląc o żałobie, mam przed oczami rzeźbę rumuńskiego artysty Alberta György'ego, która stoi nad Jeziorem Genewskim. Zatytułowana jest „Melancholia” i została stworzona po śmierci ukochanej żony rzeźbiarza. Przedstawia zarys postaci siedzącego człowieka – w środku rzeźba jest pusta, jezioro widać przez nią na przestrzał. To dobrze obrazuje żałobę – na początku w zasadzie jesteśmy cali taką pustką, uczucia związane z żałobą całkowicie nas wypełniają. Z czasem ten obszar wielkiej, pustej przestrzeni, jaki powstał na skutek utraty bliskiej osoby, nieco się zmniejsza. Nie jest tak, że znika, tylko nie zajmuje w nas już tyle miejsca. Uczymy się żyć z tym brakiem i z czasem staje się to możliwe.

Mamy trudność, żeby rozmawiać o śmierci, i tak samo niejednokrotnie mamy trudność, żeby towarzyszyć w żałobie. Nie zawsze wiemy, co powiedzieć osobie, która dopiero co straciła kogoś bliskiego.

Czasem najlepsze, co można powiedzieć, to właśnie to, że nie wiemy, co powiedzieć. Przyznać, że naprawdę nie znajdujemy słów. Doświadczenie śmierci i towarzyszenie komuś w żałobie jest momentem, w którym niełatwo znaleźć właściwe zdania mogące ukoić, wesprzeć. Powiedzenie: „Nie wiem, co ci powiedzieć, ale jestem przy tobie” może być lepsze niż silenie się na truizmy, powtarzane frazy, które się najczęściej słyszy.

Jak więc towarzyszyć osobie w żałobie?

Można po prostu zapytać, czego potrzebuje, choć bywa, że osoby w żałobie naprawdę same nie wiedzą, czego chcą. Trudno im się odnaleźć w nowej rzeczywistości, więc warto zaproponować konkret – wspólne oglądanie filmu, pójście na spacer, ugotowanie zupy, porozmawianie, posiedzenie w ciszy.

Albo rozmowa o zmarłej osobie czy wspólne obejrzenie fotografii z lat, kiedy żyła. Nie chcemy poruszać tematu, aby nie wzbudzać bolesnych wspomnień, a być może osoba w żałobie właśnie chciałby porozmawiać o zmarłym.

Nie poruszamy tematu zmarłej osoby, bo boimy się, że niepotrzebnie wzbudzimy trudne uczucia, ale też myślimy, że skoro ta osoba nie mówi, to może nie potrzebuje rozmowy. I panuje milczenie z obu stron. A warto sprawdzić i zapytać, dlaczego ktoś nie mówi, zapewnić, że w razie potrzeby jesteśmy gotowi posłuchać, powspominać lub razem obejrzeć zdjęcia czy nagrania wideo. Rozmawianie o śmierci czy towarzyszenie w żałobie nie musi być wyłącznie opłakiwaniem. Można zrobić też miejsce na dobre wspomnienia i pośmianie się.

Gdzie warto poszukać specjalisty, jeżeli czujemy, że nie radzimy sobie z tym, że bliska nam osoba odeszła?

Nie zawsze potrzebne jest wsparcie terapeutyczne. W pierwszej kolejności warto rozejrzeć się wśród rodziny i przyjaciół, czy nie znajdzie się osoba, która może towarzyszyć nam w trudnym dla nas czasie, z którą możemy rozmawiać o tym, czego aktualnie doświadczamy.

Jeżeli czujemy, że faktycznie w najbliższym otoczeniu nie ma nikogo takiego, warto poszukać wsparcia towarzysza w żałobie. Skorzystanie z pomocy osoby, która ma profesjonalne przeszkolenie i wiedzę, jak rozmawiać z osobą w żałobie, naprawdę może być bardzo wspierające i przynieść ulgę.

 

  

Nazwa naszego Instytutu jest zaproszeniem do rozmowy i zadania sobie pytania – czy w ogóle istnieje dobra śmierć? A jeśli tak, czym ona jest dla mnie. Ludzie mają bardzo różne odpowiedzi na to pytanie – mówi Anja Franczak, założycielka Instytutu Dobrej Śmierci.

Marta: Jaka to jest dobra śmierć?

Anja: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ludzie mają różne wyobrażenia na temat tego, czym jest dobra śmierć. Dla niektórych jest to szybka śmierć, wykluczająca długie cierpienie, dla innych oznacza umieranie w domu w otoczeniu bliskich, a nie w szpitalu.

Moja osobista definicja idzie w kierunku dobrej relacji ze sobą, jestem przekonana, że można osiągnąć pewien rodzaj zgody na swoje umieranie. Również, żeby było to w atmosferze zgody z rodziną, żeby razem stworzyć możliwość na czułe pożegnanie pełne miłości.

Śmierć nie zawsze musi być tragedią, nie zawsze to musi być walka i opór do samego końca, ona jest o po prostu częścią naszego życia. Jestem przekonana, że istnieje dobra śmierć.

Dlaczego boimy się śmierci? Dlaczego boimy się o niej rozmawiać?

Lęk przed śmiercią jest zupełnie naturalny. To lęk przed nieznanym, przed tym, co jest po śmierci. Natomiast lęk przed rozmową o śmierci jest czymś, co sami stworzyliśmy. To nie jest naturalne, że boimy się rozmowy o umieraniu. Dzieci nie boją się tego tematu, zupełnie naturalnie przychodzi im mówienie o tym, zanim nauczą się od dorosłych, że nie wolno poruszać tematu śmierci. Ten lęk przed rozmową wynika z kręgu kulturowego, w którym żyjemy. Na całym świecie wygląda to bardzo różnie.

Kiedyś było nam łatwiej rozmawiać o śmierci i żałobie. Mieliśmy więcej do czynienia z umieraniem, z martwym ciałem, z pogrzebami. Chociażby na wsiach jeszcze do niedawna ciała były wystawione w domu, aby wszyscy mogli pożegnać się ze zmarłym. Mieliśmy pokoleniowo przekazywane sposoby radzenia sobie.

Lęk przed rozmową jest mocno związany z tym, że śmierć zniknęła z naszego bezpośredniego doświadczenia. Kiedyś ludzie umierali głównie w domu, ciało po śmierci również często zostawało w domu, co oznacza, że każda osoba w trakcie swojego życia była kilka razy świadkiem tego, że ktoś umierał. I dosłownie ten temat był częścią życia. Przez to, że dzisiaj większość ludzi umiera w szpitalach, zazwyczaj osoba po śmierci od razu „znika”. I wtedy zostaje pustka.

Śmierć dzieje się za zamkniętymi drzwiami różnych instytucji. Być może za tym stoi pomysł, żeby chronić ludzi przed czymś trudnym, ale z mojej perspektywy efekt jest dokładnie odwrotny – to pogłębia lęk. Bo to, że czegoś nie widzimy i nie znamy, nie znaczy, że to znika, ale że projektujemy swoje własne obrazy i to zazwyczaj te najgorsze. Tam, gdzie jest pustka, tam jest idealne miejsce do tego, aby rosły lęki, panika i koszmary.

Jak więc mówić o śmierci, jak o niej rozmawiać, żeby nie podsycać lęku w rozmówcy?

To jest wyzwanie. Ten lęk i tak jest, tego, jak ludzie reagują, nie można kontrolować, jednak z mojego doświadczenia wynika, że spokojny przekaz oraz jasne informacje są czymś, co potrafi obniżyć lęk i daje pewne ukojenie. Ale też nie można nikogo zmuszać do rozmów o śmierci, bo jest wiele osób, które po prostu nie chcą o tym rozmawiać i konfrontować się z tym tematem i mają do tego prawo.

Zajmujesz się tematem śmierci i żałoby – skąd w Tobie to zainteresowanie?

Zainspirowała mnie moja własna historia. Punktem zwrotnym była śmierć mojego dziecka, gdy byłam w ciąży i reakcja otoczenia, której się nie spodziewałam. Wtedy pierwszy raz doświadczyłam, jaka jest sztywność i zakłopotanie w naszej kulturze, kiedy ktoś jest w żałobie lub umiera. Bardzo często osoby w żałobie lub umierające są samotne. Inni ludzie ich unikają, bo czują się niekomfortowo, brak im słów i ta bezradność przekształca się w dystans, w odrzucenie i unikanie.

Dla mnie brak wsparcia był dużo większym problemem niż sama strata. Wtedy pomyślałam, że nie musi tak być. To, że jesteśmy śmiertelni i nasi bliscy także, że umieramy w różnym wieku, to jest część tego świata, w którym żyjemy. Niestety, po prostu tak jest.

Ktoś mądry powiedział, że narodziny to jest początek drogi do śmierci.

Tak, dokładnie. I taki jest los nas jako ludzi, z tym absolutnie nic nie można zrobić. Natomiast to, jak my się zachowujemy wobec tego, to jak reagujemy, czy wspieramy się nawzajem, czy nie, to wszystko zależy od nas i są to nasze decyzje.

Będąc w sytuacji straty, nie dostałam takiego wsparcia, jakiego potrzebowałam, ale nie z powodu tego, że ludzie wokół mnie byli niefajni, tylko dlatego, że nikt nas nie uczy, jak wspierać. Własna historia otworzyła mi oczy na to, jak źle jako społeczeństwo opiekujemy się tym tematem.

Kolejnym impulsem było poznanie osób, które pracują w innych krajach w tym obszarze – jako doule umierania, celebrantki prowadzące rytuały pożegnalne czy towarzyszki w żałobie. Byłam pod ogromnym wrażeniem ich pracy i stwierdziłam, że chce się od nich uczyć. Tak zaczęła się moja droga wchodzenia w temat pracy wokół śmierci i żałoby.

Postanowiłaś założyć niespotykany w polskich realiach Instytut Dobrej Śmierci. Opowiedz, proszę, o nim więcej.

Instytut jest inicjatywą edukacji i dialogu o śmierci. Staramy się stworzyć przestrzeń, w której ludzie mogą porozmawiać o śmierci otwarcie, organizujemy spotkania Death Cafe czy Black Market, czyli targi wiedzy o śmierci – mamy różne formaty, w których chcemy dać przestrzeń do rozmowy o tym temacie. A drugą częścią naszej działalności są bezpłatne działania edukacyjne, warsztaty, szkolenia, wykłady, gdzie np. przekazujemy informacje o psychologii żałoby, albo o tym, co się dzieje z ciałem w trakcie umierania, jakie są objawy, co się wtedy zmienia, jak to wygląda. I mówimy o tym bardzo bezpośrednio, ale spokojnie. Ludzie czasem myślą, że nazywanie rzeczy po imieniu brzmi brutalnie i makabrycznie, a wcale tak nie jest. W naszej postawie jest przede wszystkim dużo akceptacji i czułości, staramy się te tematy otulić w jakiś sposób.

Można porozmawiać spokojnie dzięki wiedzy i doświadczeniu profesjonalistów wspierających wasze działania.

W Instytucie działa kolektyw, w którym jest prawie 100 osób zawodowo zajmujących się tematem śmierci. To są lekarki i lekarze, osoby pracujące w hospicjach, terapeutki, ludzie z branży funeralnej, artystki i artyści, naukowczynie i naukowcy, badający śmierć z perspektywy historii, antropologii czy religioznawstwa i inni – to są naprawdę bardzo różne osoby. Chcemy, żeby wiedza ekspertów zrzeszonych w Kolektywie IDŚ została wykorzystana, chcemy się nią dzielić. Naszą misją jest doprowadzenie do reformy kultury funeralnej. Żeby do tego, jak traktujemy temat śmierci wnieść więcej czułości, więcej światła i wsparcia.

Wspomniałaś o celebrantach pogrzebowych. W Polsce także coraz częściej spotykamy się ze świeckimi ceremoniami pogrzebowymi.

W Instytucie Dobrej Śmierci szkolimy mistrzynie i mistrzów ceremonii pogrzebowych. Część absolwentów naszych szkoleń to osoby zrzeszone w naszym Kolektywie. Celem prowadzenia ceremonii jest osobiste pożegnanie. To ceremonia stworzona indywidualnie dla tej konkretnej osoby i jej bliskich, aby mogli się pożegnać w taki sposób, jaki jest dla nich wspierający.

W centrum stawimy pytania o to, czego potrzebują ludzie w żałobie, jaki rodzaj wsparcia jest im potrzebny, jak można wzmacniać w tej osobie dostęp do miłości, do wspomnień o zmarłej osobie, jak można pomagać ludziom kontynuować więź z osobą zmarłą. Uczymy się razem, jak pożegnać się po ludzku.

 

Możemy się zastanawiać, czym jest dobra śmierć, czy istnieje dobra żałoba?

W ogóle uważam, że żałoby nie ma sensu oceniać i ustalać, jaka jest dobra czy zła. Każdy przeżywa ją inaczej i dobrze jest, jeżeli ktoś pozwala sobie i innym na to, żeby przeżywać ją po swojemu. Nikt nie ma prawa do tego, żeby narzucać innym ludziom, jak mają opłakiwać swoich bliskich.

To, co jest najzdrowsze, to żeby pozwolić sobie na doświadczenie uczuć. Nie ma drogi na skróty, jeżeli spróbujemy uniknąć żałoby albo ją zagłuszyć, znieczulić siebie przez nadmiar pracy czy używki, to prędzej czy później ten temat wróci do nas.

Jesteś doulą umierania i towarzyszką w żałobie – czym właściwe się zajmujesz?

Z jednej strony zgłaszają się do mnie osoby, u których ktoś w rodzinie choruje i chcą się przygotować na to, co jest przed nimi, chcą wiedzieć więcej na temat samego procesu umierania. To właśnie te osoby, które nie unikają tematu śmierci, ale chcą się świadomie przygotować. Są to również ludzie, które mają chorobę terminalną albo osoby starsze.

Drugi obszar to osoby w żałobie, szukające orientacji w tym, co się z nimi dzieje. Pytanie, z którym najczęściej ludzie przychodzą do mnie, to jest pytanie o to, co jest normalne. Opisują pewne swoje zachowania albo uczucia, i z jakiegoś powodu myślą, że to może nie jest okej.

Często szukamy też sposobu na to, jak mogą utrzymywać więź z osobą zmarłą. W jaki sposób osobie, którą kochałam – i nadal kocham – mogę dać miejsce w swoim życiu, bo przecież ta osoba nadal jest dla mnie bardzo ważna. Dla niektórych będzie to chodzenie na grób i zapalanie zniczy, a dla innych miejsce pochówku nie ma żadnego znaczenia i oni wtedy szukają swojego sposobu, jak utrzymywać tę więź. To często jest w centrum moich spotkań z ludźmi – miłość, która jest silniejsza niż śmierć.

Jak więc bez profesjonalnego przygotowania, jakie masz Ty, towarzyszyć osobie w żałobie?

Podstawą jest to, żeby się autentycznie interesować tą osobą. I żeby spróbować zrozumieć, co ona przeżywa, chociaż nigdy nie jest to do końca możliwe. Zamiast dawać porady czy ją pocieszać, lepiej słuchać i pytać. Jeśli chcemy pomóc, nie domyślajmy się, ale zapytajmy, czego ta osoba potrzebuje.

A czego przeważnie potrzebuje osoba w żałobie? Rozmowy, zaopiekowania, wspólnego wyjścia z domu czy może zupełnie czegoś innego?

Może jednego dnia tego, a drugiego czegoś innego. Są ludzie, którzy wolą, żeby ktoś pomógł im odwrócić uwagę, pójść na spacer lub do kina, a są takie, które bardziej potrzebują z kimś pogadać, posiedzieć i popłakać. Jednak większości ludzi w zależności od dnia potrzebuje jednego i drugiego.

I prawdopodobnie też czegoś innego potrzebujemy zaraz po pogrzebie, a czegoś innego za rok.

Tak, często na początku potrzebujemy stabilizacji, znalezienia sposobu, jak przetrwać. Po wielu miesiącach albo latach bardziej potrzebujemy osoby, która z nami będzie pamiętać o zmarłym, będzie go wspominać. Dlatego nie bójmy się mówić o zmarłych, wypowiadać ich imion.

Kiedy rozmawiam z rodzicami, którzy stracili dziecko, często mówią o smutku z powodu tego, że już nie słyszą z ust innych imienia swojego dziecka. Bo wszyscy się boją wypowiadać jego imię, unikają tego przy nich. A tak naprawdę większość rodziców, zarówno dzieci żywych, jak i zmarłych lubi opowiadać o swoich dzieciach. Osoby, które zniknęły z naszego życia fizycznego, nie muszą zniknąć z naszych rozmów, oni nadal mogą mieć miejsce w naszym życiu.

Pokuszę się o podsumowanie – nie bójmy się rozmawiać o śmierci, nie bójmy się towarzyszyć w żałobie i bądźmy otwarci na rozmowy o zmarłych.

 

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium