Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

do kasy suma: 0,00 zł
Beata Ciechan: Niełatwa droga do finansowej wolności
Beata Ciechan: Niełatwa droga do finansowej wolności

W świecie, w którym pieniądze są często tematem tabu, a konsumpcjonizm nieustannie stawia nowe wyzwania przez nami i naszymi portfelami, historia Beaty może nas wiele nauczyć.  Zmagająca się niegdyś z finansowymi trudnościami, dziś dzieli się swoją wiedzą i udowadnia, że oszczędzanie i zarządzenie pieniędzmi mogą być proste i dostępne dla każdego.

 

Marta Agata Bieniak

Marta: Jak to się stało, że zostałaś trenerką oszczędzania? Pytam o to, bo jeszcze kilka lat temu publiczne przyznanie się do oszczędzania wiązało się z etykietką „dusigrosza”.

Beata: Kilka lat temu z moim mężem i synem wyjechaliśmy do Belgii. Wtedy wydawało mi się, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona, ale zderzyłam się z rzeczywistością i z tym, o czym wiele osób niestety nie mówi – tutaj zarabia się wiele więcej, ale i za wiele rzeczy płaci się więcej. Zobaczyłam, że to wcale nie jest takie proste i że ta pensja, którą mieliśmy, wystarcza nam na trochę lepsze życie niż w Polsce, ale majątku się nie dorobimy.

Istnieje takie pojęcie jak „inflacja stylu życia”, która dopada wiele osób wyjeżdżających za granicę – teraz na wszystko mnie stać, teraz sobie pożyję, odbiję sobie te wszystkie chude lata. Nas też to nie ominęło i skończyliśmy tak, że mieliśmy piękny wynajęty dom, dużo dla nas za duży, za drogi. Kupiliśmy nowy samochód, na kredyt oczywiście. Tylko że szybko się okazało, że kiedy sprawdzałam sobie pod koniec miesiąca moje konto bankowe, to szaleństwa nie było, a o budowaniu większych oszczędności nie było mowy. To był pierwszy kluczowy moment, kiedy podjęliśmy z mężem decyzję, że sprzedajemy ten nowy piękny samochód i kupujemy tańszy, już bez kredytu i drogiego ubezpieczenia.

 

Nie miałaś poczucia, że coś tracisz?

Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, ile rzeczy robimy, żeby się pokazać przed innymi! Pamiętam reakcję osób z mojego otoczenia – co ludzie powiedzą, gdy do naszej rodzinnej miejscowości w Polsce przyjedziemy już nie nowym, a dużo starszym samochodem. Pewnie bank im zabrał za niespłacony kredyt. To była pierwsza sytuacja, w której poczułam, że marnujemy tyle pieniędzy i energii, którą musimy włożyć, żeby te pieniądze zarobić, po to żebym ja mogła pojechać do Polski ładnym samochodem na kredyt. Ale kredytu nikt nie widzi, prawda?

Drugi kluczowy moment to był czas, kiedy kupiliśmy w Belgii własny dom i zostało nam 200 euro na koncie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, bo ze stresu nie mogłam spać, panicznie się bałam, co będzie, jak mi się popsuje pralka czy samochód, którego potrzebuję, żeby dojechać do pracy.

To był moment, w którym naprawdę musiałam liczyć pieniądze i wtedy zaczęłam powoli świadomie zajmować się swoimi pieniędzmi i budować oszczędności.

To się zbiegło z moim wypaleniem zawodowym. Wiedziałam, że nie dam rady dłużej pracować, ale mając na głowie kredyt na dom i rodzinę, musiałam wiedzieć, czy mogę pozwolić sobie na jakieś zmiany. Bank nie będzie czekał na ratę kredytu. Do końca życia nie zapomnę, jak cudownie się czułam, gdy w piątek wieczorem wysłałam wypowiedzenie, a w sobotę rano jechałam na urlop. Bezrobotna, ale z nadzieją na przyszłość. Bo skoro miałam odwagę powiedzieć A, to powiem i B. Jestem z siebie dumna, że zebrałam się na taką odwagę.

 

To był ten moment, w którym panowałaś nad waszym budżetem?

Musiałam wtedy na poważnie zająć się finansami, zaczęłam prowadzić budżet domowy, wiedziałam, ile oszczędzamy i ile wydajemy, oszczędności na koncie zaczęły szybko rosnąć. Mimo że zaczęłam wtedy studia i nasze dochody były mniejsze.

Wkrótce ogłoszono pandemię. Belgia była jednym z pierwszych państw, które pozamykało wszystko, a ja byłam zadowolona, że z mężem i synem posiedzimy razem w domu, bo wiedziałam, że mamy oszczędności i możemy spać spokojnie.

Wtedy dostałam kilka telefonów od przerażonych koleżanek. Zamknięte zakłady pracy, a przecież trzeba zapłacić kredyt, wynajem. Zobaczyłam, że kobiety, które w moich oczach dobrze zarabiały i świetnie sobie radziły, nie były kompletnie przygotowane na nieprzewidziane sytuacje i miesięczny brak pensji dzielił ich rodziny od poważnych kłopotów finansowych.

 

To był impuls do tego, żeby uczyć racjonalnego gospodarowania budżetem?

Moja koleżanka powiedziała mi, że tak dobrze radzę sobie z finansami, że powinnam założyć o tym kanał na YouTube. I to był moment, kiedy stwierdziłam, że może hobbystycznie spróbuję coś w tym kierunku robić, żeby faktycznie pomagać przede wszystkim kobietom, żeby one zobaczyły, że oszczędzanie i zarządzanie swoimi pieniędzmi jest czymś fajnym. Zawsze byłam w swoim otoczeniu postrzegana jako osoba, która dużo wie i która potrafi doradzić w różnych kwestiach. Po pierwszych opublikowanych na YT filmach dostałam tyle pozytywnych komentarzy, że nabrałam motywacji do dalszego rozwoju.

 

Z jakimi stereotypami odnośnie do kobiet i finansów spotykasz się najczęściej w swojej pracy?

Przede wszystkim, że „finanse są trudne”, że „ja się na tym nie znam”, że „oddam to mężowi, on się lepiej tym zajmie”, „kobieta, która zajmuje się pieniędzmi to materialistka”, że „pieniądze się mnie nie trzymają”, „żeby mi się dobrze powodziło, to muszę wyjść bogato za mąż”, „biednemu zawsze wiatr w oczy” i tak dalej. A i jeszcze, że „pieniądze psują ludzi”, więc od bogatych trzeba trzymać się z daleka.

To są bardzo często skrypty, które mamy wtłaczane w domu, i jeżeli jesteśmy otoczeni osobami, które mają takie przekonania, to szczególnie jako dzieci chłoniemy je jak gąbka.

 

 

Kobiety boją się finansów?

Kobiety bardzo często oddają całą sprawczość, jeżeli chodzi o finanse swoim partnerom, mówiąc, że to jest trudne. No bo tu trzeba liczyć, coś sprawdzić, pilnować, a tymczasem ja sama z siebie się śmieję, że z matematyką jestem na bakier i wszystko za mnie robi komputer i kalkulator. Pokazuję, że naprawdę nie trzeba mieć wiedzy ekonomicznej i kierunkowego wykształcenia, żeby zacząć zajmować się swoim budżetem domowym.

 

Oszczędzanie nie musi być trudne?

Oszczędzanie nie jest trudne, kiedy wiemy, po co to robimy. Jeżeli myślimy, że oszczędzanie polega tylko na tym, że musimy sobie odmówić kolejnej kawy na mieście albo paznokci, no to nie chcemy się za to zabierać. Bardzo często podkreślam, żeby oszczędzania nie zaczynać od tego, co można wykreślić z listy, tylko od zastanowienia się, po co ja chcę to robić, jaki ja mam cel? To nie powinno być: „chcę mieć oszczędności” – to jest zbyt ogólny cel i trzeba go rozbić jeszcze na bardziej precyzyjne elementy, bo „chcę mieć odłożone na nieprzewidziane wydatki, gdy popsuje mi się pralka” lub „chcę mieć pieniądze na prywatną wizytę lekarską i leki, kiedy zachoruje moje dziecko” są dużo bardziej namacalne. Zaczynamy nie od odmawiania sobie wszystkiego, tylko od świadomości, po co to robimy, co mi te pieniądze mogą dać.

 

A czy mogą to być bardziej frywolne cele, powiedzmy dwa tygodnie na Malediwach?

Oczywiście, że tak! Jesteśmy inne i każda z nas ma inne priorytety w życiu i zupełnie inne zaplecze finansowe. Mamy wtłoczone do głowy, że trzeba oszczędzać na ważne cele, ale jeżeli Twoim największym życiowym marzeniem jest zobaczyć Malediwy i jest to dla Ciebie gigantyczna motywacja, żeby zmienić pracę lub żeby pójść do szefa po podwyżkę, to jest to w porządku.

Jeżeli uda Ci się zrealizować cel, który jest Twoim marzeniem, to on jest wręcz furtką do tego, żeby z ogromną motywacją działać dalej. Gdy widzimy, co dają nam oszczędności, że można realizować marzenia, że można zmienić pracę, że można z tej pracy zrezygnować, iść na studia, założyć swój biznes czy też odejść od partnera, nabieramy wiatru w żagle.

 

Widziałam na Twoim Instagramie komentarz, że szkoda życia na oszczędzanie.

I ja się z tym zgadzam, wielokrotnie w moich filmach o tym mówię, że szkoda życia na bezsensowne oszczędzanie, ale i na bezmyślne wydawanie pieniędzy. Życie mamy jedno i my musimy to życie wycisnąć jak cytrynę. Pytanie tylko, co jest naszym celem wewnętrznym, a co jest tym celem, który mamy narzucony z zewnątrz: że powinniśmy mieć taki, a nie inny samochód, powinniśmy jeździć na takie, a nie inne wakacje, powinniśmy nosić takie, a nie inne ubrania. I nagle się okazuje, że robimy masę rzeczy po to, żeby przypodobać się innym, a nie realizujemy swoich prawdziwych marzeń.

 

Moja babcia, która zawsze miała pieniądze, powtarzała, że nie stać jej na tanie rzeczy. Ty też uczysz, że lepiej zainwestować w dobre jakościowo ubrania.

Oczywiście! Ale to też pokazuje nasze prawdziwe cele i priorytety: czy my chcemy podążać ślepo za modą, bo tak robią koleżanki, a my nie chcemy odstawać, czy wybieramy to, co jest dopasowane do nas. Dla mnie ubranie ma być dobrej jakości i ma mi długo służyć, kupuję to, w czym się dobrze czuję, a nie to, co jest teraz najmodniejsze, chcę mieć ubranie, które jest dopasowane do mnie, a nie na odwrót. Kupuję więc ubrania dobrej jakości, o dobrym składzie, które służą mi latami i ja nie mam problemu z tym, żeby jeździć co roku na wakacje i mieć dokładnie te same spodnie na zdjęciach.

Ale to jest kwestia ustalenia priorytetów. Ja wiem, że nie muszę mieć szafy, która pęka w szwach, bo dla mnie priorytetem są podróże, nie mam poczucia, że sobie czegoś odmawiam, bo wiem, że każda najdrobniejsza rzecz, z której zrezygnuję, przybliża mnie do kolejnej podróży.

 

Często słyszę takie zdanie, że aby oszczędzać, trzeba mieć z czego odłożyć.

Ja się wtedy pytam: „A skąd wiesz, że nie masz czego odkładać”? I ta osoba mi odpowiada: „Bo mi nic nie zostaje na koniec miesiąca”. Pojawia się wtedy moje pytanie, na co dokładnie te wszystkie pieniądze poszły? I tu zaczyna się cisza. Takie osoby często wtedy odpowiadają, że wydaje im się, że zapłaciły za coś tyle i tyle, a to błąd, bo między „wydaje mi się” a „wiem na 100%” jest kolosalna różnica.

Kiedyś też wydawało mi się, że nie wydawałam dużo na jedzenie, ale gdy sobie to podliczyłam, złapałam się za głowę i stwierdziłam, że to niemożliwe! Przecież nie jemy krewetek, sushi i kawioru, a wydawaliśmy takie pieniądze, że sama byłam w szoku, że trzyosobowa rodzina może wydać tak dużo na jedzenie.

Więc gdy słyszę zdanie, że za mało zarabiam, żeby zacząć oszczędzać i zacznę oszczędzać, jak zacznę więcej zarabiać, to odpowiadam, że wtedy zaczniesz więcej wydawać i dalej nie będziesz miała nic na koncie.

Zdarzają się oczywiście sytuację, kiedy budżet jest tak bardzo napięty, że nie ma czego oszczędzać, ale wtedy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że albo taka osoba zacznie coś robić, żeby zwiększyć swoje dochody albo utnie jakieś wydatki. Nie ma innego wyjścia, nie ma drogi na skróty, albo jedno, albo drugie, a najlepiej te dwie rzeczy jednocześnie. Ale żeby w ogóle wiedzieć, czy mamy z czego odłożyć, trzeba sprawdzić swój budżet, spojrzeć prawdzie w oczy i wydrukować sobie wyciąg z banku, spisać sobie wszystkie rachunki, które płacimy i zobaczyć, jak nasza sytuacja naprawdę wygląda, spojrzeć na to, co pokazują cyfry, bo cyfry nie kłamią.

 

Kolejny rzadko poruszany temat to zabezpieczenie naszej przyszłości. Niewiele osób w sile wieku o tym myśli, są i takie, które mówią, że nie będą sobie tym głowy zawracały, bo przecież nie wiadomo, czy w ogóle dożyją emerytury.

Myślę, że wielu dzisiejszych emerytów też kiedyś myślało tymi kategoriami. Liczyli na zapewnienia rządzących, że nie zostawią ich bez opieki. A jak to wygląda w praktyce, każdy wie. Skrajnie nieodpowiedzialne jest myślenie, że za kilkadziesiąt lat, gdy wejdziemy w wiek emerytalny, spełnią się jakiekolwiek z dzisiejszych obietnic.

To dziś mam dwie zdrowe ręce i nogi oraz głowę na karku i to właśnie jest ten moment, żeby myśleć o tym, za co będę żyć, gdy już nie będę mogła sobie dorobić. Myślę o mojej emeryturze, inwestuję na nią, mam dom, który w dużej części już spłaciliśmy i to również traktuję jako zabezpieczenie na przyszłość. Nie łudzę się, że niezależne od kraju, w którym się mieszka, dostaniemy emeryturę pozwalającą na godne życie.

 

 

To jest również przejaw myślenia o swojej rodzinie, dzieciach.

Ja nawet mówię w ten sposób, że jeżeli ja do tej emerytury nie dożyję, a dożyje mój mąż i mój syn, to oni będą mieli trochę lepiej. Kupuję ubezpieczenie na życie z myślą, że jak coś mi się stanie, to nasza rodzina będzie zabezpieczona, tak samo odkładam z myślą, że jeżeli mnie zabraknie, to wiem, że mój mąż i mój syn będą przez jakiś czas w bardzo trudnej, przede wszystkim emocjonalnie, sytuacji i im te pieniądze będą potrzebne. Więc ja oszczędzam dzisiaj, nie tylko z myślą o mojej przyszłej emeryturze, którą mam zamiar się cieszyć, ale i z myślą o tym, że mam rodzinę i chcę, żeby w trudnym momencie, gdyby coś się wydarzyło, moja rodzina miała czas, żeby stanąć na nogi.

 

Jeżeli oszczędzanie nie jest tak trudne, jak się wydaje, a poduszka finansowa daje nam i naszej rodzinie poczucie bezpieczeństwa, to dlaczego tak wiele osób nadal omija ten temat?

Powodów jest sporo: pieniądze to temat tabu, nie chcemy być postrzegani jako skąpcy, nie mamy pozytywnych skojarzeń z oszczędzaniem, tłumaczymy sobie, że jakoś to będzie. Wielu osobom oszczędzanie kojarzy się z obrazem naszych dziadków czy rodziców, którzy ciułają, chowają pieniądze w skarpetę i wszystko zbierają, bo to się może kiedyś przyda. Tylko oni żyli w innych czasach, w ciągłym zagrożeniu, bo była wojna, potem komunizm, ale my dzisiaj mamy to szczęście, że żyjemy w zupełnie innych czasach i nie musimy aż tak się nad tym skupiać. Natomiast nam dzisiaj bardzo przeszkadza konsumpcjonizm, przekonujemy samych siebie do słuszności zakupu jakiejś rzeczy, wymyślając mnóstwo powodów, dla których akurat tej rzeczy potrzebujemy.

Kolejnym powodem jest strach przed tym, co te cyfry pokażą, boimy się prawdy i poczucia, że tych pieniędzy nie wydajemy dobrze, że mamy z tym ogromny problem. Wygodniej jest żyć w nieświadomości niż przyznać uczciwie przed samym sobą, że nasza sytuacja finansowa nie jest dobra. Jednak pierwszym, niezbędnym do zmiany krokiem jest to, żeby uświadomić sobie, w jakiej realnie jesteśmy sytuacji.

 

Poproszę Cię o kilka wskazówek na początek przygody z oszczędzaniem, od czego zacząć i jak oszczędzać.

Przede wszystkim zacząć od tego, żeby zapytać samego siebie, po co chcę to robić, na jaki konkretny cel chcę przeznaczyć te pieniądze? To mogą być wspomniane Malediwy, to może być poduszka finansowa, fundusz na nieprzewidziane wydatki, to mogą być studia dzieci, jeżeli naszym największym marzeniem jest, żeby dzieci wykształcić. Musimy wiedzieć, po co chcemy oszczędzać, to jest pierwszy krok.

Drugi krok to wziąć tego byka za rogi i dowiedzieć się, jak wygląda moja sytuacja finansowa, sprawdzić wyciągi bankowe, ustalić, ile mamy dochodu i ile wydajemy. Czarno na białym.

Kolejnym krokiem jest znalezienie takiej metody prowadzenia budżetu, która jest dla nas najprostsza i sprawia nam przyjemność. Wiele lat broniłam się przed Excelem, a dzisiaj robię to tylko na komputerze, natomiast zaczynałam prowadzić budżet w zeszycie, gdzie sobie wszystko notowałam.

 

Próbowałam tak robić, ale wprowadziłam tylko chaos – w pewnym momencie zaczęłam gubić się we wszystkich kategoriach, które sobie ustaliłam.

Jeżeli do tej pory czegoś nie robiliśmy, nie ma znaczenia w jakiej dziedzinie i zaczynamy się uczyć czegoś nowego, to gdy rzucimy się na zbyt głęboką wodę, to się utopimy. Jeśli nigdy nie liczyłaś swojego budżetu, to na samym początku rozbij go na podstawowe kategorie, np. rachunki, jedzenie, dziecko, transport, dom i inne, do której wrzucimy wydatki, których nie potrafimy na szybko sklasyfikować. Możesz dodać jeszcze jedną, specjalną kategorię, na wydatki, które czujesz, że mogą być Twoim problemem, np. ubrania czy kosmetyki.

Nie rozdrabniajmy naszych wydatków na szczegółowe kategorie. Zapisujmy, ile wydajemy na jedzenie ogółem, nie rozbijajmy tego na to, ile wydajemy na pomidory, na owoce, na chleb, na mięso i tak dalej. Dopiero później, gdy ogarniemy podstawy, możemy sprawdzić, w jakich sklepach robimy zakupy, jakie produkty kupujemy najczęściej. Bo może się okazać, że nasz budżet dobija takie wyskakiwanie tylko po mleko do osiedlowego sklepu, za które zapłacimy wtedy dużo więcej niż w supermarkecie.

 

Albo codzienna kawka w drodze do pracy.

Niekoniecznie, zaraz wyjaśnię dlaczego. Kolejnym punktem, kiedy decydujemy się na oszczędzanie, jest ustalenie planu działania. Ale ten plan musi być realny, nie oszczędzamy na swoich przyjemnościach, choć pierwsza rzecz, która przychodzi nam do głowy, to właśnie zrezygnowanie z tej kawki na mieście czy paznokci i kosmetyczki. Zniechęcimy się wtedy bardzo szybko, bo poczujemy, że to oszczędzanie jest niefajne, wymaga tylu poświęceń, tylu wyrzeczeń, szkoda na to życia i porzucimy zmiany.

Dużo większe oszczędności kryją się w tych innych kategoriach, o których myślimy, że tam na pewno nie można nic zmienić, a tymczasem jest mnóstwo możliwości na znalezienie oszczędności bez poczucia, że musimy sobie odmawiać tej przysłowiowej kawy. Warto jest się przyjrzeć wydatkom, które robimy automatycznie, a które niekoniecznie nam są potrzebne i bardzo mocno drenują portfel, chociaż nawet ich nie pamiętamy, bo one są tak drobne i nieistotne dla nas. Nagle się okazuje, że na zakupach spożywczych wydajemy mnóstwo pieniędzy na przekąski tylko dlatego, że idziemy do sklepu głodni albo kupujemy słodkie napoje, bo nie wypiliśmy wystarczająco dużo wody.

 

 

Nie szkoda mi pieniędzy na weekendowy wyjazd do Brukseli na belgijskie czekoladki, chociaż równie dobrze mogę zostać w mieście i iść do dobrej warszawskiej kawiarni. Wolę jednak zaoszczędzić na coś większego, na tworzenie wspomnień.

To jest bardzo ważne, co powiedziałaś: na to mi nie szkoda pieniędzy. Dla mnie właśnie taką rzeczą, na którą mi absolutnie nie szkoda pieniędzy, są podróże. Gdy cofnę się o kilka lat, widzę dziewczynę, która marzyła o wakacjach w Chorwacji, zastanawiałam się, czy będzie mnie kiedykolwiek na to stać. Ale to był też czas, kiedy wydawałam pieniądze na zupełnie niepotrzebne rzeczy, miałam masę świeczek, ramek na zdjęcia, moje mieszkanie było zapchane po korek masą ubrań. Kupowałam wtedy wszystkiego dużo i tanio, bo uważałam, że w ten sposób oszczędzam… Brałam mojego synka na spacer i szłam do popularnych sieciówek, a jak już tam wchodziłam, to nie wychodziłam z pustymi rękami, zawsze coś się przydawało – wszyscy to znamy…

I jeżeli ja ten schemat powielałam prawie codziennie, wydając tu 5 złotych, tam 10 złotych, to miesięcznie robiło się z tego kilkaset złotych. Uważałam, że nie stać mnie na wakacje, wydawałam na rzeczy, które były zbędne i brakowało mi na to, co było dla mnie naprawdę ważne. A gdybym wtedy odkładała co miesiąc te pieniądze, to spokojnie mogłabym sobie na tę Chorwację pozwolić.

 

Cały czas mówimy o oszczędzaniu z naszej kobiecej perspektywy, ale co zrobić, kiedy już wiemy, że musimy i chcemy zacząć zarządzać budżetem rodzinnym, ale mąż czy dzieci nie są przychylnie nastawieni do tego pomysłu.

Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Często powtarzam moim klientkom, że musi być w domu taki przywódca stada, po to żeby dać przykład i pokazać, że warto. Pokazać im: zobaczcie, tutaj coś zmieniłam i nagle się okazało, że mamy pieniądze na wakacyjny wyjazd albo na rodzinne wyjście do kina. Warto działać i swoją postawą pokazać partnerowi i dzieciom, że się da.

Ważne jednak, żeby nie robić rewolucji w domu, najlepsza jest metoda małych kroków. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że oszczędzanie wymaga czasu, nie da się mieć oszczędności w ciągu miesiąca czy dwóch, bo to jest kwestia zbudowania nawyków, które pomagają nam oszczędzać.

W wielu małżeństwach pieniądze są tematem tabu, nie potrafimy o nich rozmawiać. Nie chodzi tylko o to, czy te pieniądze są w domu, czy nie, ale też o to, że obie strony mogą mieć zupełnie inny schemat ich wydawania. I trzeba o tym rozmawiać, chociaż są to trudne rozmowy. Można dojść do porozumienia, chociaż bywa, że jest to proces, który trwa wiele miesięcy.

W naszym domu to ja zapoczątkowałam zmiany. Mąż początkowo trochę się opierał i nie będę oszukiwać, było kilka konkretnych wymian zdań (choć tego rozwiązania absolutnie nie polecam). Ale dzisiaj sam przyznaje, że zarządzanie budżetem domowym wniosło do naszego domu spokój, a oszczędności pozwoliły na realizację naszych marzeń, rozwój czy hobby.

 

Jak się dzielić pieniędzmi w związku, wspólne konto to dobry pomysł?

Każda metoda będzie dobra, jeśli obie strony będą czuły się w tym układzie bezpiecznie. Musimy pamiętać o tym, że nasz wkład, to nie tylko wypłata, jeśli pracujemy zawodowo, ale też czas, który przeznaczamy na opiekę nad domem i rodziną. Jeśli partner zarabia więcej, ale to Ty podczas jego nieobecności zajmujesz się domem i dziećmi, to ciężko powiedzieć, że są to tylko jego pieniądze. To są Wasze wspólne pieniądze. Mimo że z moim mężem nie zarabiamy po równo, to prowadzimy budżet wspólnie. Mieliśmy już momenty, kiedy to ja zarabiałam więcej, kiedy więcej wnosił mój mąż i nigdy nie było to dla nas problemem. Co miesiąc wypłacamy na swoje prywatne konta „kieszonkowe” w identycznej wysokości. To są pieniądze, za które możemy sobie kupić, co tylko chcemy. Nawet jeśli jest to 15 para butów. Nie muszę się tłumaczyć mężowi ze swoich wydatków, on nie musi tłumaczyć się przede mną, że kupił jakiś gadżet. Każdemu polecam takie rozwiązanie, bo buduję oszczędności bez poczucia, że musimy sobie odmawiać przyjemności i zachcianek.

 

Aby oszczędności zaczęły nam rosnąć na koncie, warto poszukać dodatkowej pracy, dorabiać sobie powiedźmy weekendami?

Najpierw warto gruntownie przeanalizować swoją sytuację i sprawdzić, czy nie mamy w budżecie takich wydatków, które są bez sensu. Z doświadczenia wiem, że kiedy zabieram się z klientką za analizowanie jej budżetu, często słyszę, że ona naprawdę nie ma nieprzemyślanych wydatków. Proszę wtedy o spisanie wszystkich miesięcznych kosztów, analizuję je i okazuje się, że są takie opłaty, o których zupełnie zapomniała, bo przykładowo włączyła na próbę jakiś abonament, ale nie anulowała go po darmowym okresie i teraz nieświadomie za niego płaci. To jest często kilkaset złotych miesięcznie. Niekiedy można przenieść rachunki od różnych operatorów do jednego i też na tym zaoszczędzić.

Dodatkowe źródło dochodu jest rewelacyjnym sposobem na budowanie oszczędności i każdego do tego zachęcam. Tu z pomocą przychodzi rewelacyjne rozwiązanie, jakim jest działalność nierejestrowana. Ale polecam najpierw przeanalizować swój budżet i przede wszystkim zapisywać wszystkie dodatkowe wpływy. W wielu przypadkach jest tak, że gdy zwiększają się nasze dochody, to wręcz automatycznie zwiększają się też wydatki. Tu może pojawić się frustracja, pracujemy więcej, żeby dorobić do budżetu, załatać jakieś dziury, a tych pieniędzy w ogóle nie widać, bo przeciekają nam przez palce.

 


10 TIPÓW NA OSZCZĘDZANIE

 

1. Ustal konkretne cele oszczędnościowe. Niezależnie od tego czy chcesz oszczędzać na wakacje, fundusz awaryjny czy Komunię Świętą, jasno sprecyzowany cel pozwoli Ci utrzymać motywację.

2. Duże cele rozbij na małe, które są w Twoim zasięgu. Każdy, nawet najmniejszy zrealizowany cel motywuje do dalszego działania.

3. Sprawdź, ile faktycznie wynosi dochód Twój i Twojej rodziny. Zapisz wszystkie dochody: pensje, dochody z działalności, 800+, zasiłki i świadczenia, renty, emerytury, dodatkowy dochód np. ze sprzedaży okazjonalnej na Allegro czy Vinted.

4. Zapisuj wszystkie wydatki i zobacz, gdzie dokładnie idą Twoje pieniądze. Szczególną uwagę zwróć na te pozornie niewielkie kwoty. Często małe wydatki zmieniają się w naprawdę duże kwoty.

5. Płać najpierw sobie. Ustaw automatyczny przelew z głównego konta bankowego na konto oszczędnościowe i potraktuj go jak kolejny rachunek. Zrób to zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia - nie pod koniec miesiąca.

6. Przejrzyj rachunki. Sprawdź abonamenty i subskrypcje. Upewnij się, że nie masz włączonych dodatkowych usług, np. dodatkowych kanałów na kablówce, z których od dawna nie korzystasz.

7. Planuj posiłki najlepiej na cały tydzień. To pozwoli Ci uniknąć marnowania jedzenia, ograniczyć ilość wizyt w sklepie i tym samym zmniejszyć wydatki na jedzenie.

8. Na zakupy zawsze idź z listą zakupów. Listę zakupów zrób na podstawie zaplanowanych posiłków i zapasów, które już masz w domu. Unikniesz w ten sposób kupowania produktów, które masz już w domu i zakupów pod wpływem chwili czy promocji.

9. Porównuj ceny. Zawsze sprawdzaj cenę za kilogram, litr czy sztukę.

10. Powiększaj swoją wiedzę na temat finansów. Korzystaj z darmowej wiedzy, którą dzielę się na moim kanale na YouTube. Im więcej będziesz wiedziała, tym lepiej będziesz zarządzała swoimi pieniędzmi.


 

Wiele kobiet powie, że nie może dorabiać, bo ma małe dziecko, mieszka na wsi albo nie ma żadnych dodatkowych kompetencji.

Często jest to wymówka, która podszyta jest strachem, brakiem wiary w siebie i w swoją moc sprawczą. Dzieci szybko rosną, ale rosną też koszty utrzymania. Kiedyś też to dziecko wyfrunie z gniazda. I co wtedy? Dodatkowe kompetencje można zdobyć za darmo, bez wychodzenia z domu, w czasie, gdy dziecko śpi albo jest w szkole. Mam tutaj na myśli profesjonalne kursy on-line, programy wsparcia, dotacje.

 

Mówisz czasem kobietom tak dosadnie, żeby nimi potrząsnąć?

Bardzo rzadko, ale się zdarza. Mam w sobie dużo empatii, doskonale rozumiem, że są różne sytuacje, czasami dziewczyny wyszły ze strasznych domów czy uciekły z przemocowych związków. Są w życiu rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale są też takie, na które ten wpływ mamy. Jeśli skupiamy się tylko na tym, co jest realnie poza naszym zasięgiem, to zaczyna nam brakować siły do działania tam, gdzie jest to możliwe. Nie dostrzegamy wtedy tych szans, które nam życie podsuwa.

 

To, co ta mieszkają na wsi kobieta z małym dzieckiem może zrobić, żeby podreperować budżet domowy?

Może wziąć inne dziecko do opieki, pomagać starszej osobie. Coraz więcej biznesów potrzebuje wirtualnej asystentki, a to zawód, który możemy wykonywać z domu i na zdobycie którego można dostać dofinansowanie. Uprawiając ogród, można obniżyć wydatki na jedzenie, a przy okazji dorobić do budżetu. Bo chętnych na wiejskie warzywa i jajka naprawdę nie brakuje. Wystarczy wrzucić ogłoszenie na lokalne grupy na FB, a dalej już idzie poczta pantoflowa. Ja sama jeżdżę ze swoimi butelkami do miejscowego rolnika po mleko prosto od krowy i po jajka.

 

Ale ja przecież nie mam na kurę.

I tutaj wracamy do tego, o czym rozmawiałyśmy wcześniej. Nie szukaj od razu wymówki. Usiądź, policz, dowiedz się, ile masz, z czego możesz zrezygnować. Pomyśl, jak ten problem rozwiązać, kogo podpytać, poprosić o pomoc.

 

Niekiedy kobiety wpadają w kłopoty finansowe, bo nie potrafią prosić o pomoc.

Polki to cudowne, pracowite i dumne kobiety. I ta duma często nam przeszkadza. Bierzemy na siebie za dużo, chcemy być odpowiedzialne za cały świat, a później mamy pretensje, że nic od tego świata nie dostałyśmy. Nie potrafimy prosić o pomoc, o wsparcie, nie rozmawiamy o swoich bolączkach, bo boimy się oceny innych.

I to też odbija się na oszczędzaniu. Łatwo przychodzi nam wydawać pieniądze na wszystkich innych dookoła, a siebie stawiamy na ostatnim miejscu. Jak w takich okolicznościach mamy mieć motywację do oszczędzania, skoro ciągle sobie czegoś odmawiamy? Dlatego warto mieć w swoim budżecie stałą kwotę, niechby to było nawet 10 złotych, za którą możesz kupić coś wyłącznie dla siebie.

 

 

Rozmawiałyśmy o tym, że kobiety często całą odpowiedzialność za finanse oddają mężczyźnie. Jednak równie często się zdarza, że zostają niejako siłą odsunięte od pieniędzy – mam na myśli nie tylko kobiety niepracujące zawodowo, ale i te, które w teorii mają wspólne konto z mężem, a w praktyce nie mogą nim zarządzać. Czy jest to już przemoc ekonomiczna?

Tak, to jest przemoc ekonomiczna i trzeba powiedzieć wprost, że przemocą nie jest tylko sytuacja, w której mąż pije i bije żonę albo ją zdradza, ale i ta, w której używa siły pieniądza. W przemocy ekonomicznej kartą przetargową są pieniądze – ich obecność albo brak. Pieniądze są bardzo ważne i jakbyśmy tego nie wypierali, mówiąc, że rodzina i zdrowie są najważniejsze, to potrzebujemy pieniędzy jak ryba wody.

Jeśli para ustaliła, że partner pracuje zawodowo, a żona zajmuje się domem i dziećmi, to jej ogromnym wkładem do domowych finansów jest opieka nad ogniskiem domowym. To jest jej praca! I za to należą się jej pieniądze. Nie ma wtedy „moje” czy „twoje”, jest nasze. Nie może być tak, że kobieta jest uzależniona finansowo od partnera, który da jej pieniądze albo nie. To tak jakby szef decydował, ile, kiedy (i czy w ogóle) zapłaci za pracę swojemu pracownikowi, bo akurat ma gorszy humor i zamiast wypłacić pensję, woli pojechać na Malediwy.

 

Tutaj warto podkreślić, że nie chodzi jedynie o gotówkę, ale również o brak dostępu do konta bankowego czy do dokumentów. To stwarza realne zagrożenie, nie tylko w przypadku rozwodu, ale i w sytuacji, kiedy partnerowi coś się stanie – kobieta zostaje bez środków do życia.

Zostaje bez niczego, bo nie może się dostać do konta, nie może zapłacić rachunków i to już jest tragedia. Kobieta musi wiedzieć, jaki jest numer konta, hasło i PIN do niego, w jakim banku są konta i lokaty. Podam przykład cudownego małżeństwa, w którym wszystkie pieniądze maż trzymał na swoim koncie, a żonie robił przelewy. Ona nie musiała o nic go prosić ani tłumaczyć się z wydatków. Tylko że mąż, jadąc do pracy, uległ wypadkowi i leżał w szpitalu w śpiączce, i ta kobieta została z dziećmi, z niezapłaconymi rachunkami i z pieniędzmi na koncie firmowym, do których nie miała dostępu, bo mąż nie upoważnił jej do swojego konta. Takie sytuacje można mnożyć. Podobnie, gdy partner inwestuje wspólne pieniądze. Musimy wiedzieć, gdzie to robi, jakie to są kwoty, czy mamy do nich dostęp. I czy zgadzasz się na ryzyko inwestycyjne.

 

Każda kobieta powinna być niezależna finansowo.

Każda kobieta powinna wziąć sprawy finansowe w swoje ręce i zadbać o nie tak samo, jak dba o siebie czy swoją rodzinę. W trudnych sytuacjach to właśnie pieniądze pomagają odejść od partnera, zmienić swoje życie. Wciąż wiele kobiet zaciska zęby, bo wiedzą, że bez pieniędzy męża nie będą w stanie samodzielnie funkcjonować, że sobie nie poradzą. Nikt nie zadba lepiej o nasze zdrowie, kondycję niż my same. To samo dotyczy kwestii finansów.

 

Powiedz, proszę, na koniec, co Tobie dało zabezpieczenie finansowe?

Ogromny spokój i świadomość tego, że poradzę sobie w różnych sytuacjach. Daje poczucie sprawczości. To dzięki oszczędnościom mogłam zrezygnować z pracy, iść na kolejne studia i zmienić pracę na taką, która daje mi satysfakcję (i większe pieniądze). Nie muszę się martwić, co będzie, gdy popsuje mi się pralka. Dwa lata temu popsuła się 2 stycznia. Wtedy moim jedynym zmartwieniem było to, jaki model wybrać i gdzie ją kupić, a nie skąd wziąć na to pieniądze i jak je później oddać. Warto pamiętać, że stres finansowy wpływa nie tylko na stan naszego konta, ale ma ogromny wpływ na naszą codzienność – od odporności i zdrowego snu, po relacje z partnerem.

 

Beata Ciechan, trenerkaoszczedzania.pl: Prowadzę kobiety przez świat finansów domowych, aby mogły budować oszczędności i cieszyć się życiem, bez ciągłego odmawiania sobie przyjemności. Kiedyś nosiłam tylko ciemne kolory, a pieniądze były dla mnie tematem tabu. Dzisiaj moja szafa jest pełna soczystych kolorów, a o pieniądzach rozmawiam z ogromną przyjemnością. Chcę dzielić się z innymi kobietami wiedzą i moim osobistym doświadczeniem, które pomogły mi nie tylko poczuć się bezpiecznie pod względem finansów, ale też odmieniły mój styl i sposób myślenia o sobie.

 


Stylizacja: Monika Szmidt monikaszmidt.com

Nakrycia głowy: Lallu Chic by Hania Bulczyńska lalluchic.com

Makijaż: Eliza Król

Zdjęcia: Daniel Król

Sesja zdjęciowa została zrealizowana w Studio Cynamon.

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium