Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

do kasy suma: 0,00 zł

Zgłoś lokalizację TYLKO TERAZ! DARMOWA DOSTAWA OD 99 ZŁ    Facebook Instagram

Sztuka niewidocznego makijażu. Odkryj z nami tajniki modern minimalism
Sztuka niewidocznego makijażu. Odkryj z nami tajniki modern minimalism

Modern minimalism to makijażowy trend, który subtelnie podkreśla Twoje naturalne piękno, nie przytłaczając. Dowiedz się, jak krok po kroku osiągnąć ten efekt i zainspiruj się gwiazdami, które go uwielbiają.

 

Jakie kobiety podobają się nam najbardziej i co sprawia, że oglądając zdjęcia znanych twarzy, na niektórych zatrzymujemy wzrok na dłużej? Co sprawia, że kobieta niezależnie od wieku potrafi być tak elektryzująca, że nie sposób odwrócić od niej oka, choć nie potrafimy dokładnie wskazać, co nas w niej tak pociąga?

Niektórzy mówią o nich z nutą lekceważenia: „Gdybym ja miała takie możliwości jak ona, to też bym w jej wieku tak wyglądała”. Co to dokładnie za możliwości? Tego już nie doprecyzowują, tymczasem śledząc wywiady z gwiazdami pokroju Gwyneth Paltrow, Naomi Watts, Jessiki Alby czy Lady Gagi trudno nie odnieść wrażenia, że dysponują one dokładnie takimi samymi zasobami, jak każda z nas.

Ich wygląd, który zwraca uwagę pewnością siebie, pewnym rodzajem wewnętrznego blasku i prawdziwie dojmującym pięknem niezależnie od metryki, musi być wypadkową czegoś więcej, niż tylko dobrze zrobionych włosów, zgrabnej sylwetki i perfekcyjnego makijażu. I najczęściej tak jest: na pełny dojrzałego dostojeństwa i nieodpartego uroku wizerunek składa się także to, jak o siebie dbamy poza łazienką: czy odpowiednio się odżywiamy (nie przejadamy się i sięgamy po pełnowartościowe produkty dobrej jakości), wysypiamy się, zapewniamy sobie odpowiednio dużo dobroczynnego także dla skóry ruchu i otaczamy osobami, z którymi czujemy się dobrze. Słowem – czy dopieszczamy nie tylko sferę fizis, ale także psyche.

To, w jakiej jesteśmy kondycji, bardzo widocznie odmalowuje się na naszych twarzach! Wśród wspomnianych wcześniej gwiazd są te, które celowo całkowicie rezygnują z makijażu i te, które sięgają po niego w wersji minimalistycznej. Jest też i inna ciekawa grupa, której chcemy się tu bliżej przyjrzeć. To te celebrytki, które ostatnio najchętniej naśladujemy, bo z godną pozazdroszczenia pasją i wprawą kreują najmodniejszy makijaż sezonu, czyli make-up w duchu modern minimalism.

 

MODERN MINIMALISM, CZYLI CERA, KTÓRĄ ZAWSZE CHCIAŁYŚMY MIEĆ

Ale uwaga: modern minimalism to nie to samo, co make-up no make-up! Nowoczesny modernizm w makijażu zakłada przede wszystkim silną personalizację. A to oznacza, że makijaż jest dla nas, a nie odwrotnie – liczą się nie tyle odgórne zasady czy narzucona z zewnątrz wizja, co raczej umiejętność dopasowania do siebie kolorów i faktur kolorowych kosmetyków w taki sposób, by jak najbardziej nam służył. Głównym jego celem jest nie tyle sprawienie wrażenia, że wcale nie jesteśmy umalowane, ile uwydatnienie największych zalet naszej urody. Brzmi banalnie? Być może! Ale tak z ręką na sercu, czy na pewno potrafimy go sobie bezbłędnie wykonać? Jeśli jesteśmy pewne, że tak, warto przejrzeć swój album ze zdjęciami, nawet tymi z niedalekiej przeszłości. Jeśli są salwy śmiechu i pośpieszne przewracanie stron, to znak, że musimy się jeszcze wiele nauczyć.

No dobrze, to jak się za to zabrać? Modern minimalism zakłada nie tylko delikatne zmiękczenie rysów twarzy i rozświetlenie skóry, by sprawiała wrażenie szczęśliwszej i w takim wieku, na jaki się czujemy (i jak chcemy, by nas oceniano). To także umiejętne zaakcentowanie tych elementów czy partii twarzy, które w naszym odczuciu stanowią o naszej wyjątkowości i dodają nam urody bardziej niż inne. Dla każdej z nas będzie to oznaczało coś innego!

 

JAK STWORZYĆ MODERN MINIMAL LOOK? INSTRUKCJA KROK PO KROKU

Jak go stworzyć, by faktycznie wyglądać olśniewająco? Zaczynamy zawsze od przygotowania cery do nałożenia podkładu lub ujednolicenia jej przy pomocy innych kosmetyków. By wydobyć jej naturalny blask, aktywizując przy tym transport limfy (co pozwala sprawnie pozbyć się obrzęków i optycznie wyszczuplić twarz) i inicjując lepsze dokrwienie skóry (co z kolei przekłada się na jej zdrowszy koloryt), wykonujemy szybki masaż jadeitowym rollerem albo płytką gua sha (absolutnie niezbędne akcesorium w naszej kosmetyczce!) lub kilka ćwiczeń z programu jogi twarzy. Przy opracowywaniu skóry przy pomocy rollera nie zapominamy o okolicy szyi i karku!

 

 

Zanim zabierzemy się za aplikację podkładu, warto pamiętać o tym, że podstawą udanego make-upu zawsze jest odpowiednio wypielęgnowana skóra. Nie chodzi tylko o to, by mieć mniej do ukrycia. Skóra, której z pozycji codziennej pielęgnacji dostarczymy odpowiednich składników odżywczych (m.in. ceramidów, peptydów, retinolu, kwasu hialuronowego i antyoksydantów) będzie sprawniej regulowała poziom wydzielanego sebum (a tym samym nie będzie się nadmiernie wyświecać) i zachowa odpowiedni stopień nawilżenia. Wszystko razem sprawi, że będzie wymagała mniej poprawek w ciągu dnia, co jest szczególnie ważne w przypadku sięgania po cięższy, silniej kryjący podkład.

 

Ważny tip: na hasło „odpowiednie nawilżenie” automatycznie myślimy „kwas hialuronowy”. I jest to prawidłowe skojarzenie. Pamiętajmy jednak, że nie ma dobrze nawodnionej skóry bez dostarczania sobie odpowiedniej ilości płynów!

Jak wybrać podkład i jak go aplikować, by leżał jak druga skóra? Każda, nawet ta z widoczną siateczką zmarszczek, drobnymi przebarwieniami czy bliznami pozapalnymi, obroni się bez makijażu! A jeszcze lepiej, jeśli kolor dobierzemy i zaaplikujemy tak, by perfekcyjnie imitował nagą skórę, wtapiając się w nią, zamiast przykrywać ją grubą nieoddychającą warstwą.

Skoro to takie proste, to dlaczego nie zawsze się udaje? Makijażystki wierne idei modern minimalism namawiają do tego, by eksperymentować z podkładem, bo mając do dyspozycji nawet jeden produkt, możemy modyfikować efekt w zależności od tego, jak go zaaplikujemy.

Jeśli zależy nam na maksymalnie naturalnym efekcie woalu koloru, który niewidocznie i nieodczuwalnie przykryje skórę, ujednolicając jej kolor, warto spróbować zmieszać podkład z kremem nawilżającym i aplikować na skórę jako jeden kosmetyk. W takim układzie lepiej sprawdzą się raczej lekkie formuły kremów (te bogatsze mogą w połączeniu z podkładem się rozwarstwiać). By być pewną właściwych proporcji, warto wykonać przed lustrem kilka prób, tak by na ważną okazję nie musieć liczyć na łut szczęścia.

 

Inna metoda ujednolicenia kolorytu cery polega na użyciu w tym celu jedynie korektora. Makijażyści polecają ją z wielu względów: kosmetyk ten jest silniej napigmentowany niż podkład, dlatego dla uzyskania odpowiedniego efektu krycia wystarczy nałożyć go znacznie mniej.

Do tego zamiast „poprawiać” całą twarz, wystarczy zaaplikować go jedynie w tych miejscach, które wymagają – nomen omen – korekty. Będą to przede wszystkim okolice skrzydełek nosa, obszar między brwiami i na środku brody oraz w razie potrzeby miejsca zaczerwienień skóry. Warto zadbać też o okolicę pod oczami albo i te miejsca, które wymagają punktowo ukrycia niedoskonałości.

Jak go nakładać dla uzyskania optymalnego efektu? Najlepiej sięgnąć po korektor z aplikatorem, który umożliwia precyzyjne nałożenie kosmetyku i pozwala łatwo kontrolować jego ilość. Kiedy nałożony w newralgicznie miejsca nieco zastygnie, rozcieramy go specjalną gąbeczką do makijażu lub szerokim pędzlem do podkładu.

 

 

Nie bez znaczenia będzie sposób jego rozcierania. Kleks korektora nałożony w okolicy pod oczami rozcieramy na dół i na boki, ten w okolicy między brwiami – w stronę ku górze, a kosmetyk położony na brodzie – w kierunku na zewnątrz i ku dołowi. Warto mieć na podorędziu beauty blender, nawet jeśli do jego rozcierania używamy pędzla – pozwoli wtłoczyć w skórę ewentualny nadmiar kosmetyku, zapewniając jego idealne rozprowadzenie i maksymalnie naturalny efekt.

Dla odważnych, niebojących się nowatorskich, zaskakujących rozwiązań, pozostaje jeszcze metoda obejmująca aplikację podkładu na mokro. Zgodnie z głośnym niedawno trendem na TikToku podkład zamiast na skórę aplikujemy najpierw do wody, wlewając kilka kropli do napełnionej nią szklanki. Po chwili w takiej kąpieli podkład zmienia właściwości i zgodnie z obietnicą tiktokerek zyskuje nieporównywalną do tej w oryginalnej wersji przyczepność do skóry. Do tego, wciąż zapewniając jej ujednolicenie kolorytu i lekki naturalny glow, zastyga w sposób, który zapewnia kilkugodzinne idealne wykończenie przypominające efekt Photoshopa.

 

Takie rozwiązanie spodoba się przede wszystkim tym, którzy borykają się z nadmiernym przetłuszczaniem się skóry, jako że wpływa ono m.in. na krótszą trwałość podkładu i gorsze jego funkcje kryjące i korygujące. Odseparowanie fazy olejowej (po wlaniu produkt do wody następuje rozwarstwienie formuły i olej oddziela się od fazy wodnej) powoduje, że kosmetyk zyskuje nowe właściwości i umiejętność lepszego stapiania się ze skórą zamiast – jak klasyczny produkt – na niej osiadać. Wszystko to sprawia, że jest to znakomity patent na stworzenie trwałego, ale wciąż bardzo naturalnego makijażu w stylu modern minimalism i to niezależnie od potencjalnych kłopotów z cerą.

 

MODERN MINIMALISM - USTA NUDE, A MOŻE CZERWIEŃ W WERSJI FRANCUSKIEJ?

A jak zgodnie z filozofią modern minimalism malujemy usta? Wbrew pozorom wcale nie obowiązuje nas wyłącznie paleta „nudziaków”, choć tworząc ten makijaż, tej akurat warto bliżej się przyjrzeć. O czym myślimy, gdy mówimy nude? Najczęściej o podkreśleniu naturalnego koloru warg lub nadaniu im odrobinę ciemniejszego odcienia. To dobra intuicja, wszystko się zgadza, ale z jednym zastrzeżeniem: zgodnie z założeniami modern minimalism nude może mieć swoje drugie, nieco bardziej zaskakujące, nieoczywiste oblicze!

Wszystko się zmieni, jeśli zanim wypełnimy wargi kolorem, obrysujemy ich kontur ciemniejszą o ton kredką. Zanim sięgniemy po szminkę, kredkę delikatnie rozcieramy pędzelkiem w kierunku do wewnątrz warg, tak by po nałożeniu pomadki dostrzegalna była subtelna gradacja tonalna. To daje piorunujący efekt!

Trik ten spopularyzowała Charlotte Tilbury, czyli ulubiona makijażystka gwiazd i twórczyni marki kosmetyków pod własnym imieniem, która z takiego makijażu zrobiła swój znak rozpoznawczy i szybko znalazła naśladowczynie. Nic dziwnego, bo rzadko kiedy tak drobny makijażowy gest robi aż taką różnicę, nadając klasycznej wersji jakiegoś makijażowego rozwiązania całkiem nowego wymiaru. Całość zrobi jeszcze większe wrażenie, jeśli wybierzemy pomadkę o świetlistym wykończeniu!

 

 

Co ciekawe, ta propozycja makijażu ust w duchu modern minimalism ma kilka całkowicie różniących się od siebie wersji, bo wypełniając kolor warg możemy sięgnąć nie tylko po całą gamę pomadek nude (od perlistych beży, przez naśladujące naturalną barwę skóry warg dyskretne róże, przez brzoskwiniowe naturalne oranże), ale też błyszczyki.

Do tego obrysowując kontur ust, mamy możliwość manipulowania… ich rozmiarem! Jeśli zależy nam na tym, by zmysłowo je uwydatnić, wystarczy przeciągnąć ciemniejszą kredką nieco wyżej, niż podpowiadałaby linia naturalnej czerwieni wargowej. Jeśli dopilnujemy, by rozpocząć obrysowywanie ust, nie jak to zwykle robimy w miejscu łuku kupidyna, ale od zewnętrznego kącika, usta będą nie do poznania!

Z kolei, jeśli mamy ochotę na czerwień, tonalną zabawę przeprowadzimy dokładnie odwrotnie niż w przypadku odcieni naturalnych. Ta w wydaniu modern minimalism będzie głębsza, ciemniejsza w miejscu zetknięcia się warg, a nieco mniej nasycona, jakby bledsza, choć wciąż szalenie zmysłowa, w kierunku do zewnątrz. Do wykonania takiego makijażu przyda się ta sama matowa lub półmatowa szminka w dwóch odcieniach, najlepiej zbliżonych do siebie, bo zależy nam tu przede wszystkim na efekcie subtelności. Kiedy pierwsza, jaśniejsza warstwa przeschnie, aplikujemy kolejną, dajemy jej chwilę na to, by zastygła i… usta są gotowe do pocałunków!

Do stworzenia takiej neoczerwieni najlepiej sprawdzi się pomadka z aplikatorem. Zapewni nie tylko precyzyjną aplikację, ale też zgrabne przejście jednego odcienia na drugi.

 

No dobrze, a jak w takim razie „zrobić” oko, by najlepiej dopełniało całości? Tu także mamy ogromne pole do popisu, a jedyna zasada, jaka nas obowiązuje, to ta dotycząca zachowania umiaru, harmonii i proporcji. Co to oznacza w praktyce?

Jeśli postawimy na czerwień na ustach, oko niech pozostanie ozdobione inaczej niż za pomocą plamy barwnej, tak by nie robić jej konkurencji. Nie znaczy to jednak, że nie możemy w ogóle sięgać po kolor! Ważny będzie jednak nie tyle sam odcień, który kryje powiekę, ile to, co dzieje się w świetle! Rozwiązaniem idealnym będą więc transparentne cienie, które nałożone w niewielkiej ilości w świetle dziennym pozostają niemal niewidoczne, ale zaczynają „żyć” w błysku wieczornych lamp lub fleszy. W takim wypadku możemy sięgnąć nawet po złoto!

Najważniejsze, by zamiast kryć powiekę kolorem, stworzyć na niej romantyczną poświatę. Można by spytać: a co to ma wspólnego z minimalizmem? Z tym we współczesnym wydaniu akurat więcej, niż myślimy, bo kluczem jest tu nie tyle asceza, ile żonglowanie kolorami i jakościami w taki sposób, by zapewnić sobie absolutnie niepodrabialny signature look.

Jeśli zaś chciałybyśmy tytułowe hasło potraktować dosłownie, makijaż oka ograniczamy do wytuszowania rzęs tak, by stworzyły dla tęczówki elegancką ramę. W obu przypadkach rezygnujemy też z rozświetlacza i różu do policzków. A zatem pędzle w dłoń i do dzieła! Współczesną minimalistką może być każda z nas.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium